Internetowy serwis motoryzacyjny

Internetowy serwis motoryzacyjny




Autopilot, czyli co?

Śmiertelny wypadek z udziałem Tesli pokazuje, ile pułapek czyha na autonomiczne samochody.

Tesla X, która w marcu wbiła się w barierę na autostradzie, miała aktywowanego Autopilota. Producent natychmiast wydał komunikat, w którym zapewnił, że sprawa zostanie dokładnie zbadana, a korzystanie z komputerowej asysty nie zwalnia z obowiązku kontrolowania sytuacji. Takie przypominanie opinii publicznej, że system, który „już niedługo” będzie potrafił przejąć całkowitą kontrolę nad pojazdem, wciąż jest tylko niedoskonałym prototypem, ma miejsce po każdym głośnym zdarzeniu z udziałem Autopilota. Czy nazwa, która wydaje się stawiać go wyżej niż wszelkiego rodzaju „zaawansowane tempomaty” nie jest używana odrobinę na wyrost?

Jest i wiedzą o tym zarówno inżynierowie Tesli jak i świadomi użytkownicy. Mimo to co pewien czas ktoś przekroczy margines bezpieczeństwa i, jeśli ma pecha, doprowadzi do bardzo poważnego wypadku. Kontrowersji związanych z tym ostatnim nie uspokoi filmik nagrany w tym samym miejscu przez jednego z kierowców, który postanowił sprawdzić, jak Autopilot reaguje na nie do końca widoczne malowanie drogi.

Eksperyment wypadł dość przerażająco. Samochód w pewnym momencie odbił w lewo i zaczął jechać prosto na barierę. System nie podniósł przy tym alarmu, a jedynie informował – jak zawsze – że kierowca powinien zachować czujność i kontrolować sytuację. Wyraźnie widać jednak, jak mogło dojść do marcowej tragedii, podczas której ofiara miała nie trzymać rąk na kierownicy przez przynajmniej 6 ostatnich sekund.

Nie ma wątpliwości, że do wypadku doprowadziła skrajna nieodpowiedzialność kierującego, ale należy się przy tym zastanowić, jak długą drogę muszą jeszcze pokonać tak zwane samochody autonomiczne. W tym przypadku technika pogubiła się, ponieważ oznakowanie nie było wystarczająco precyzyjne – co ciekawe, linie wyznaczające pas ruchu istnieją w feralnym miejscu, ale są po prostu słabo widoczne. To jednak wystarczyły, by (przy braku reakcji kierowcy) spowodować śmiertelny wypadek. Ciosem w zwolenników jak najszybszego przeniesienia prawa jazdy na maszyny było też śmiertelne potrącenie rowerzystki przez prototyp Ubera. Tu również mówi się o winie człowieka (kobieta przechodziła w niedozwolonym miejscu), ale faktem jest, że komputer wyposażony w kamery, lasery i radary nawet nie zareagował.

Inne firmy chwalą się setkami tysięcy mil przejechanych bez wypadku, a skala groźnych zdarzeń jest naprawdę minimalna. Wciąż mamy jednak do czynienia z fazę testów, w większości przypadków nadzorowanych przez dwie osoby lub, jeśli chodzi o Teslę, przeprowadzanych przez samych właścicieli, którym na każdym roku przypomina się, że Autopilot tak naprawdę autopilotem nie jest. Spełnienie wizji samochodów pozbawionych kierownicy może wymagać dużo większego wysiłku, niż wydawałoby się to jeszcze kilka miesięcy temu. Poza infrastrukturą istnieje też  przecież problem z „wrogim” czynnikiem ludzkim, który może doprowadzić kiedyś do zdalnego porywania samochodów jadących po autostradzie…

D.C.

Podobne artykuły

Jeden komentarz:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *